weekend pewnego małżeństwa
Opowieść Agnieszki 1
Otwórz drzwi, bo ktoś dzwoni, mam zajęte ręce! – dobiegł mnie głos Wandzi z kuchni.
Już idę Wandziu! –odpowiedziałem jej, kierując się w ich stronę.
W drzwiach stała Agnieszka.
Co za miła niespodzianka kochanie, sama zobacz?! Wejdź proszę Agnieszko. Czy coś się stało?
Nie, nic takiego, tylko pomyślałam sobie; nie mam, co robić, to wpadnę do was na kawę i poplotkujemy. Ciągle jeszcze jestem pod wrażeniem tamtego wieczoru i musze o tym, z kimś porozmawiać. No i wypadło na was, jako uczestników owego zajścia – śmiejąc się, przestąpiła próg mieszkania.
Zapraszamy z otwartymi ramionami i otwartym sercem.
Po chwili, stała już przygotowana kawa z koniaczkiem na szklanej ławie w pokoju kinowym. Agnieszka zdjęła pięknie dopasowany do niej żakiecik, sadowiąc się na sofie.
Musze wam do czegoś się przyznać – powiedziała upijając łyk gorącej jeszcze kawy, tak jakby chciała przedłużyć chwile, przed wypowiedzeniem się i ukryć zmieszanie na twarzy.
Wracając do ostatniego naszego spotkania to…
Czy coś jest nie tak Agnieszko?
Nie!… Wszystko jest dobrze, a nawet lepiej. Obawiam się jedynie, że jestem w waszych oczach jakąś wampirzycą.
Nic podobnego Agnieszko. To myśmy sprowokowali tą całą sytuacje i sądzimy, że wszystkim nam było cudownie. Uważam, że przeżyliśmy wspólnie coś niepowtarzalnego –powiedziała Wanda spokojnym ciepłym tonem.
Oj Wandziu, nie miałbym nic przeciwko powtórce i to nie jednej – zażartowałem, by uspokoić Agnieszkę.
Naprawdę, nie gniewacie się na mnie?
Za to, że dałaś tyle radości naszym oczom i nie tylko oczom? – uśmiechnąłem się, obejmując ją czule.
Wandzia, nachyliła, się i pocałowała ją w usta soczyście, by przypieczętować prawdziwość naszych słow.
Umm…Uważaj, bo jak już wiesz należę do tych gorących kobiet i szybko się rozpalam.
Ty też działasz na nas bardzo pobudzająco, czego dowodem był tamten wieczór.
OK. To opowiem wam coś o sobie, byśmy mogli się lepiej poznać i zrozumieć moje zachowanie.
Będąc młodą mężatką, nigdy nie sądziłam, że zrobię to, co zrobiłam. Otóż, kiedyś mąż przyprowadził do nas kolegę na kolacje. Był, ciepły, letni wieczór, wiec kolacje podałam w otaczającym nasz dom ogrodzie. Rozmowa przebiegała dość swobodnie i nawet cieszyłam się z tego spotkania, gdyż mąż pochłonięty był całymi dniami pracą, oraz częstymi wyjazdami związanymi z nią, wiec wizyta ta, stała się urozmaiceniem, powiewem, w monotonnym moim życiu. W pewnej chwili zdałam sobie sprawę, że jestem obserwowana przez naszego gościa i poczułam się nieswojo pod tym spojrzeniem. Czułam jego oczy podążające po mym ciele. Tak, On pieścił mnie wzrokiem. Nie wiem, czy to jest możliwe, ale czułam niemal dotyk, czegoś nieuchwytnego, lekkiego, sprawiającego niesamowite doznanie.
Kiedy podchodziłam do stołu z potrawami, On gładził i pieścił moje uda, by w następnej chwili przesunąć wzrok na brzuch. Poczułam jak sutki sprężyły się, twardniejąc momentalnie. Mimowolnie położyłam rękę na nich dyskretnie. Gość to zauważył. Poczułam jego wzrok przesuwający się z brzucha wyżej. Oderwałam ręce, zajmując je, przesuwaniem talerzy na stole. Z miejsca objął je w posiadanie tym wzrokiem. Ułatwiło mu to, że siedział naprzeciw mnie, odgrodzony drewnianą ławą, która znajdowała się pod starym, dużym, dębem. Opanowało mnie ogromne podniecenie.
Ciąg dalszy opowiadania