weekend pewnego małżeństwa
Opowieść Agnieszki 2
Usiadłam, spuszczając głowę nad talerz. Bałam się, że jest to aż nazbyt widoczne. Poczułam się jak ptak, zahipnotyzowany przez pytona. Widocznie zdawał sobie z tego sprawę, gdyż nastąpiło coś, czego się absolutnie nie spodziewałam.
W pewnej chwili mąż wstał, mówiąc, że musi nas opuścić, by przynieść z mieszkania notatki, czy jakieś dokumenty dla gościa. Zostaliśmy sami. Wtedy, nasz gość też powstał i podszedł do mnie, obchodząc lawę z lewej mojej strony. Położył swą rękę na moim obojczyku, patrząc mi głęboko w oczy. Naciskając go delikatnie, aczkolwiek stanowczo, spowodował, że moje ciało osuwało się wzdłuż ławki bez oparcia, na której siedziałam. Nogi moje, znalazły sie po obu jej stronach. Czułam się zniewolona tym wzrokiem do tego stopnia, że nie reagowałam na poczynania naszego gościa. A On? - On poczynał sobie coraz odważniej. Następne, co zrobił, to uniósł moje biodra, by podciągnąć letnią sukienkę. Z uwagi na dokuczające nam za dnia gorąco, nie miałam nic pod spodem. Teraz, moją różyczkę miał jak na talerzu. Wyciągnął rękę w jej kierunku, drugą odpinał swoje spodnie. Zobaczyłam to, co miało mi za chwile sprawić rozkosz. Bo inaczej być nie mogło. On, chciał mnie posiąść. Siadł okrakiem na ławie, ujął moje nogi, kładąc je sobie na ramiona. Wszedł wolno, rozszerzając mnie. Nie odrywał jednak wzroku od mojej twarzy. Prąd rozkoszy, jaki mnie przeszedł, niemal spowodował omdlenie. Już za drugim pchnięciem wiedziałam, że dobił do końca swoich i moich możliwości. Był we mnie i wypełniał mnie całą. Jego minimalne ruchy i tak sprawiały wrażenie, jakby chciał wyjść na wysokości mostka. Każdy jego ruch sprawiał większe pożądanie, jego męskości. Więcej i więcej, domagało się moje wnętrze. Dłuższą chwile trwaliśmy w tej pozycji, aż strzelił we mnie mocnym strumieniem, wypełniając mnie niczym naczynie na mleko. Okazało się, że to nie koniec jeszcze, tego, co miało nastąpić. Kiedy trochę się uspokoiłam; delektując się jego dawaniem i czując go jeszcze w sobie, otworzyłam na wpół przymknięte oczy. Włosy stanęły mi dęba. Tuż przy mojej twarzy stał mój mąż. Trzymał w ręku swoje berło, zbliżając je właśnie do mych ust. Krzyknęłam przestraszona, a serce tłukło jak oszalałe. Kiedy dotknął mych warg bez słowa, zrozumiałam, że wszystko to, mąż ukartował z góry. Mąż, chciał mi jakoś wynagrodzić widocznie te samotne wieczory i noce, kiedy to przebywał poza domem. Nie przewidział tylko jednego. Nie przewidział, że tym sposobem rozbudził mnie i stałam się w pewnym sensie niewolnicą seksu. Tamten wieczór stał się przełomowym w mym życiu erotycznym. Czego sami doświadczyliście dwa dni temu. Na zakończenie historyjki dodam tylko, że skutkiem owego spotkania, urodziła nam się córeczka. Mieliśmy jeszcze kilka takich spotkań i zawsze ten nasz gość robił to samo. Zniewalał mnie swym wzrokiem.
Ciąg dalszy opowiadania