weekend pewnego małżeństwa

Pokój kinowy 1

Pod moją nieobecność, para przyjaciół pozostawiona w pokoju, czuła się u nas jak zawsze bardzo dobrze i swobodnie. Spotykaliśmy się wspólnie od dłuższego już czasu i dość często. Ukształtowała się pomiędzy nami pewnego rodzaju, niewypowiedziana głośno; rzecz by można, swoboda obyczajów. Bez skrępowania potrafiliśmy się całować, pieścić; a i zdarzało się z czasem, że i kochać, na oczach tych dwojga ludzi. Zresztą, bywały i odwrotne sytuacje. To my, patrzyliśmy jak oni to robią. A zaczęło się niewinnie, kiedy to moja Wandzia, w przypływie nagłej do mnie namiętności, usiadła mi na kolanach i podciągając, spódniczkę jedną ręką, drugą odpinała mój rozporek. W pierwszej chwili zszokowani przyjaciele, patrzeli na nas z niedowierzaniem. Dopiero po upływie kilku minut, Kasia podjęła grę, siadając swojemu Michałowi, też na kolana. Odwracając się, co chwile w naszym kierunku, powtarzała czynności, wykonywane przez moją Wandzie. Spędziliśmy w tedy, cudną noc we czworo. Prześcigaliśmy się w pomysłach. Od tamtej pory, nasza zażyłość stała się prawdziwsza, bardziej szczera i otwarta. Staliśmy się przyjaciółmi bez tajemnic.
Nie zdziwiłem się, zatem, kiedy ujrzałem ich zajętych pieszczotami. Podobnie jak w kuchni, jedyną moją reakcją, było zajęcie się określonym zadaniem, czyli w tym wypadku, zrobieniem wszystkim nowego drinka.
Zapowiadał się wspaniały wieczór, a nawet noc, gdyż Kasia z mężem jak zwykle, zostawali do popołudnia następnego dnia. To stało się niemal tradycją.
Po kolacji, przenieśliśmy się do pokoju kinowego, jak go nazwaliśmy, z uwagi na zainstalowaną tam, aparaturę kina domowego. Z żoną uwielbialiśmy kino, oglądając wszystkie jego gatunki. Bez wyjątku.
Macie ochotę obejrzeć coś lekkiego i przyjemnego? – zaproponowałem, wiedząc że Kasia i tak, poprosi o jej ulubiony erotyk.
Dawaj „Kilka Rozkoszy”, mam ochotę się podniecić Jerzy! - Chyba, że masz coś nowego? Tylko podniecić?
To się okaże potem. Agnieszki nie musisz się krepować. To spoko dziewczyna, jak mówi dzisiejsza młodzież.
Jerzy! – odezwała się moja pani. – Mówiłam już, że Agnieszka jest przyjęta do naszego ścisłego grona – dopowiedziała.
Jest mi ogromnie miło Wandziu. Tak właściwie, to od pierwszych chwil, poczułam do was wielką sympatie.
Delikatnie światło rzucone na ścianę, nadawało pokojowi intymności, wiec poczuliśmy się swobodniej. Obraz z telewizora, wprowadzał nas wolno i podniecająco, w rozgrywającą się tam akcje. Kasia z Michałem rozsiedli się na jednej sofie, ja usadowiłem się pośrodku pań, na drugiej. Sofy oddzielał stolik ze szkła, na którym postawialiśmy kawę, napoje i alkohole. Telewizor stał dwa metry dalej, na wprost boku stolika. Zatem do ekranu, musieliśmy usadowić się nieco bokiem, tworząc jakby pociąg. Przed sobą miałem Agnieszkę, za sobą Wandzie.

Ciąg dalszy opowiadania