weekend pewnego małżeństwa

Pokój kinowy 2

Agnieszka, obserwowała ekran z zainteresowaniem. Spojrzałem na nią, na jej plecy i stwierdziłem, że podnieca mnie jej bliskość. Patrząc tak, zauważyłem, że jej biodra, prawie niewyczuwalnie poruszają się. Zerknąłem jej przez ramie. Zobaczyłem wtedy, że jej ręka, ukryta jest pod spódniczką, wykonując delikatne ruchy. Domyśliłem się, że po prostu pieści się, tak, by nikt tego nie zauważył. Zaryzykowałem, nakładając swoją dłoń na jej przedramię, kierując ją z wolna ku skrywanej teraz dłoni. Zareagowała w sposób, jaki miałem nadzieje to zrobi. Mianowicie, zamieniła swoją dłoń, na moją, dociskając ją, do swej puszystej groty. Pod palcami wyczułem łono, wymoszczone gęstym i miękkim niczym mech włosem. Przedzierałem się przez ten gąszcz, aż, utorowałem sobie drogę do wejścia. Gorące, lekko rozchylone, zapraszało swą wilgocią do wtargnięcia.
Druga moja ręka, przecisnęła się pomiędzy oparciem sofy, a bokiem Agnieszki, by dostać się do piersi, oddzielonej cienką tkaniną bluzki, rozciętej pod pachą i sznurowanej. Musiałem odszukać początek ozdobnego, krzyżującego się sznurka, by go wpierw odwiązać, a następnie, już bez większych przeszkód, objąć jej pełną, jędrną, pierś, ze sterczącym i twardym sutkiem. Zajęty pieszczotami, nie zwróciłem uwagi na to, że moja pani, oparła się o moje plecy, przylegając do mnie całym swym ciałem. Ręka jej powoli, delikatnie; tak jak lubię, odpinała spodnie, by w następnej chwili wsunąć się pod spodenki. Jej ciepła dłoń, objęła mój sztywny od kilku chwil maszt, wyciągając go na powierzchnie. Posuwając się teraz po nim, od kapelusza, ku dołowi, sprawiła, że wygiął się jeszcze bardziej, stając się prężniejszym. Obróciłem głowę w kierunku Wandzi. Objąłem jej usta swymi, zamykając je gorącym pocałunkiem, nie przestając jednak pieścić Agnieszki. Odruchowo przyciągnąłem ją ku sobie bliżej, energiczniej masując jej wzgórek i pierś. Łapiąc oddech, skierowałem ponownie głowę w kierunku Agnieszki. Odwróciwszy głowę w naszym kierunku, przypatrywała się temu, co robi moja Wandzia. Oczy jej wyrażały zdziwienie, podniecenie i pożądanie jednocześnie. Tak jakby sama miała ochotę to robić. Wandzia, doskonale odczytała jej spojrzenie, bo ściszonym, ciepłym głosem zwróciła się do niej.
Dzisiaj wszystko tu wolno Agnieszko, wiec, jeśli nie czujesz się zgorszona i masz ochotę go dotknąć i pieścić, zezwalam na to. To się nie wymydli, wiec spraw sobie i jemu przyjemność.
Z niedowierzaniem i otwartymi ustami patrzyła na nas Agnieszka. Wyciągnąłem ręce z pod jej bielizny, a ona obróciwszy się teraz przodem do nas, zastygła w bezruchu, wahając się, co począć z tym fantem. Wandzia, kąsając mnie przelotnie w ucho, pochyliła się, by uchwycić rękę Agnieszki. Ta, nadal oniemiała, pozwoliła się jednak prowadzić i za chwile poczułem jej palce na swym zbitym młotku (jak mawiał mój kolega). Dotyk, nieśmiały, drżący, delikatny niczym jej puch łonowy, sprawił, że organy moje zagrały pieśń godową. Już po kilku ruchach, w migotliwym świetle telewizora, można było dostrzec lukrowaną niczym babka, rękę Agnieszki. Nie przestawała jednak nią poruszać, zachęcona słowem i czynem przez Wandę. Pochyliła się, by go posmakować, ale pewnie wystraszyła się tego zamiaru, bo wyprostowała się, patrząc w oczy Wandzie. Ta uśmiechając się, wstała, czyniąc tym wolne miejsce tak, bym mógł, się położyć teraz wygodniej.

Ciąg dalszy opowiadania