weekend pewnego małżeństwa
Pokój kinowy 3
Kiedy to zrobiłem, zaskoczyła mnie moja pani, bezceremonialnie ściągając majtki i sadowiąc się na mojej twarzy okrakiem. Poczułem znajomy zapach i smak mojej kochanej cipki. Zaryłem nosem pomiędzy jej pośladki, a język umoczyłem w roztworze rozkoszy. Trochę niewygodna pozycja, ale smak …palce lizać. Ujmując jej pośladki, uniosłem ją na chwile, by zaczerpnąć powietrza. Wandzia zorientowała się i uniosła pupę tak, bym miał lepszy dostęp do komory rozkoszy. Agnieszka widocznie dała się w końcu przekonać, że może sobie pozwolić na więcej, gdyż poczułem jej język omiatający mój klejnot.
Ja też chce go dotknąć! – usłyszeliśmy po chwili, z boku głos Kasi.
Mój ci nie wystarczy? – zaoponował Michał.
Twojego mam, na co dzien., a Jerzego okazjonalnie, tak jak teraz, hihi…- żartowałam kochany Michałku. Mówiąc to pocałowała go namiętnie w usta.
OK.- skoro jak powiedziała Wandzia: dziś wszystko tu wolno, to zastosujmy się do tego, hehehe…
Przypuszczam, że przekroczymy dzisiaj następną barierę nieśmiałości – powiedziałem, odchylając się znad bram rozkoszy.
Kochany!- Już ją przekroczyliśmy, wprowadzając do naszego grona Agnieszkę – odpowiedziała rozanielona Wandzia, opierając się o moje podbrzusze i drażniąc je opuszkami palców, kiedy w tym samym czasie, Agnieszka grała na moim flecie, przylegając już bez skrępowania doń, swoimi namiętnymi i mięsistymi ustami. Obie wiedziały, co zrobić, by mój rycerz spiął konia ostrogami.
Kasia z Michałem, podeszli teraz do nas, odstawiając stolik pod ścianę i obserwując z uwagą co się dzieje. Kasia, nie wytrzymywała już podniecenia, jakie ją ogarnęło i pochyliwszy się w stronę zainteresowania obu pań, przyłożyła też swoje ręce. Teraz, trzy pary rąk, wraz z językiem Agnieszki, tańczyło po moim ciele, krążąc niczym meteoryty wokół Jowisza.
W pewnej chwili, jak na komendę, wszystkie ręce znikły i poczułem obejmujące mój organ pożądania, gorące i mokre zarazem mięciutkie ciałko. Zasłonięty pupą mojej pani, nie wiedziałem w pierwszej chwili, która to otuliła biednego rycerzyka. Kasia, czy Agnieszka? Dopiero cichy jęk, kazał mi się domyśleć, że to jednak Agnieszka daje mi tą rozkosz. A naprawdę, robiła to doskonale. Nabijała się na mnie, niczym Azja na pal. Ruchy jej stawały się coraz to szybsze i energiczniejsze. Widocznie czuła, że długo nie wytrzymam. Moja pani, znowu mnie przydusiła swym ciałkiem tak, bym niczym pływak, łapał oddech, co drugi raz, w chwilach jej unoszenia się.
Kiedy udało nam się zgrać wszystkim ruchy, doczekaliśmy się wspólnego zakończenia tej galopady. Wandzia, z cichym jękiem opadła cipką na moją twarz, zalewając ją lawą, wypływającą z jej krateru. Targana kilkoma skurczami, zastygła na chwile, wypuszczając głośno powietrze z płuc. To samo, tylko po kilku sekundach, uczyniła Agnieszka, oblewając pieszczonego w ten sposób rycerzyka.
Tylko Kasia jeszcze, pojękiwała z rozkoszy, jaką dawał jej w tej chwili Michał, biorąc ją od tyłu w wypiętą ku niemu pupę. Nikt już nie zważał na film. To my graliśmy pierwszoplanowe role.
Ciąg dalszy opowiadania