weekend pewnego małżeństwa
Wstęp
Jestem już kochanie!
Kasia z Michałem, pojawią się dzisiaj z kuzynką. Mówię Ci, babka, jak się patrzy - powiedziałem jednym tchem od drzwi.
No! Uważaj sobie mój drogi. Jestem podejrzliwa!
Jeszcze jej nie widziałaś, a już podejrzliwa!?
Już ja znam ten twój ten tembr w głosie i błysk w oku. W końcu jesteśmy małżeństwem ponad dziesięć lat, prawda? – odpowiedziała mi Wanda, śmiejąc się i puszczając przy tym do mnie oko. Ale niech ci będzie. Masz wolną rękę na dzisiejsze przyjęcie i możesz ją uwodzić, a nawet zrobić z nią, co tylko zechcesz, lub to, na co ona tobie pozwoli – dopowiedziała, nie przerywając jednocześnie przygotowań, do spotkania.
Tak. Przyznaje, masz racje. Widziałem ją w pracy dzisiaj i wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Ciekawy typ urody. Taki niby normalny, a jednak przykuwający uwagę. Może to te jej oczy, niby…, ale co ci będę ją opisywał. Sama zobaczysz.
Z wrażenia, można zajść w ciąże, jak wiesz mój drogi. Zależy tylko, co się wrazi. I nie gadaj tyle, tylko pomagaj przy stole, bo nie wyrobimy się z kolacją do ich przyjścia.
Agnieszka, okazała się być, wspaniałym kompanem biesiadnym. Znała wartość swojej urody, ale zachowywała się w sposób naturalny, pozyskując sobie tym wszystkich. Łącznie z moją żoną. Od początku niemalże, zawiązała się pomiędzy paniami, jakaś czulsza nić sympatii.
Zauważyłem to przypadkowo, wchodząc do kuchni po następną buteleczkę „Luxusowej”. Obie panie stały blisko siebie, obejmując i szepcąc sobie wzajemnie coś do uszka. Niby nic, a jednak Agnieszka, odskoczyła na mój widok od mojej żony. Speszona, próbowała to ukryć, łapiąc z wieszaka przy piecu ręcznik do wycierania naczyń. Udałem, że nic nie widzę, zagłębiając głowę w lodówce.
I jak ci się podoba u nas Agnieszko?- zagadnąłem po chwili, wyjmując buteleczkę wody rozmownej, odwracając się przy tym w jej kierunku.
Miasto, jak miasto. Czyste, schludne i przyjemnie będzie tu zamieszkać. Praca też dość ciekawa, wiec zapuszczę chyba korzenie. Natomiast, jeśli o was chodzi, to jesteście oboje bardzo czarujący – odpowiedziała już teraz swobodnie, uśmiechając się do mnie. Nie wiedziałam, że Kasia, ma tak wspaniałych przyjaciół. I cieszę się, że ich poznaje osobiście. Mam też nadzieje, że zostanę przyjęta do waszego ścisłego grona?
Już do nas należysz – powiedziała moja żona, odzyskując swój normalny temperament.
O tak – potwierdziłem. I czuj się tu swobodnie. Tak, jakbyś była w swoim domu.
Oj, to mógłbyś się czasami zgorszyć – zaśmiała się dźwięcznie, mrużąc oko do Wandzi.
Jego nie można zgorszyć moja droga. To on potrafi gorszyć płeć piękną – odpowiedziała żona, pokazując mi dyskretnie język.
To się jeszcze okaże, Wandziu.
Ciąg dalszy opowiadania