weekend pewnego małżeństwa

Zakończenie

Oj ta Agnieszka! - Wspaniale się kocha –zacząłem poranną rozmowę szykując wspólnie z Wandą śniadanie. Agnieszka jeszcze smacznie spała, wiec pozwoliłem sobie na to, wiedząc, że nie usłyszy tego.
Taaak?! – Lepiej ode mnie? Ty łobuzie!- śmiejąc się, moja pani rzuciła we mnie serwetką.
Nie, nie, o to chodzi. Wyrażam tylko zdanie o jej umiejętnościach i prawdziwemu przeżywaniu tego, co robi. Piękno „kochania”, zależy od serca, a raczej ciała, jakie w to włożysz hehehe…A tak poważniej, to rozpatrzmy temat, w dwóch aspektach. Pierwszy: małżeństwo, narzeczeństwo, czyli ludzie związani ze sobą uczuciowo. W tym przypadku; w pierwszych latach wspólnego bycia ze sobą, wystarczy dodać tylko, szczyptę fantazji, i przeżywa się coś niewymownie pięknego. Wiesz, co robić, by stało się to za każdym razem nowym, niepowtarzalnym, przeżyciem. Nie ma jeszcze tu rutyny i nudy. Ona dopiero, czai się gdzieś tam i nadchodzi nieuchronnie z biegiem lat. I wtedy rodzi się ta druga alternatywa. Może stać się nią to, co spotkało nas, czy też Agnieszkę w pewnym sensie. Spotkanie podobnej wiekowo pary i wspólne, przedłużenie tego, co było dotąd dla nas ważne we dwoje. Teraz przeżywanie w bardziej odważnej i urozmaiconej formie. W pierwszej chwili zadziała instynkt zwierzęcy, bo zapragniemy typowego zaspokojenia ciekawości, gdyż najczęściej spowodowane jest to zaskakującą sytuacją. Następnie, zaprzęgniemy swoją wyobraźnie, która pomoże nam przeżywać nasze fantazje, gdzieś tam skrywane i niedokończone jeszcze we dwoje. Myślę też, że i tu możemy dojść do podobnych doznań jak w pierwszym przypadku. Ale tylko podobnych. Tylko miłość, nie ma zahamowań w dawaniu siebie. W tym drugim, jak powiedziałem to gra. Gra hormonów, zmysłów i wyobraźni.
Odbieramy na tych samych falach, kochany. Doskonale to ująłeś. Przynajmniej ja podchodzę do tego tak samo jak ty. Dlatego też, miedzy innymi chciałam poeksperymentować z nami, by zapobiec ewentualnemu znudzeniu. Tak. Nas, jako pary, jak i naszego grona, jako tej drugiej alternatywy. Jako para, byłam ciekawa dwóch rzeczy. Po pierwsze: czy moje „ego”, zaakceptuje sytuacje, w której ty, będziesz uprawiał seks na moich oczach, z inną osobą. A po drugie: to ciekawość, jak też sam zareagujesz na to wszystko. Nie zawiodłam się ani na sobie, ani na tobie. Przyjęłam to spokojnie i jak widzisz, nie zawładnęła mną zazdrość, która jak wiemy potrafi zniszczyć wszystko. Ty zareagowałeś dokładnie według moich oczekiwań. Skrytych oczekiwań, bo mogło wydarzyć się to najgorsze. Mogłeś nie zaakceptować mojej propozycji, mimo chęci doświadczenia czegoś innego, nowego. Mogliśmy też tego dokonać udając, że nic się nie stało, lecz pozostałby jakiś cierń miedzy naszym zespoleniem nie tylko ciał, ale i dusz.
Wandziu!- Zareagowałaś we właściwy sposób, we właściwym momencie. To, co zrobiłaś, przekonało mnie tylko, że panujesz nad sytuacją. Wiem, że wszystko jest w należytym porządku w naszej miłości, ale wyczułaś też moment, kiedy należałoby już ją nieco zmienić. Już ją sobie nieco urozmaicić i zapobiec jak wspominaliśmy, nudzie. Co grozi niechybnie każdemu związkowi z czasem. Mimo tego, że seks we dwoje sprawia nam ciągle i zawsze wielką satysfakcje, to dobrze, że zadecydowałaś już teraz o zmianach, o których i ja; choć w skrytości jeszcze, ale myślałem.
Tak, ale gdyby to teraz tradycjonaliści usłyszeli, mogliby powiedzieć, że prawdziwa miłość nie dopuszcza do tego, by ktoś trzeci wchodził pomiędzy nich nigdy. Nie wierzą, że to może tylko wzmocnić związek w niektórych przypadkach.
Tak, i będą mieli trochę racji, bo jak sama powiedziałaś: istnieje pewne ryzyko takiego eksperymentu. To zależy chyba od osobowości pary, wrażliwości, od ich wzajemnego przenikania i zrozumieniu intencji partnera. Ja jednak uważam, że warto zaryzykować czasem, by jak u większości par bywa; niedopuszczenie nawet myśli do tej drugiej alternatywy, nie stało sie brzemienne w skutkach w przyszłości. Bo kiedy niezauważalnie prawie dopadnie nas, znudzenie, apatia i wegetacja bez radości, bez pomysłów na dalsze życie; to wystarczy zrobić tylko krok, by okazja do zburzenia związku, się znalazła. Wystarczy tylko iskra zapalna, czyli ktoś trzeci, napotkany na drodze przypadku, i tragedia gotowa. Zamiast spełnienia się miłości doświadczamy rozczarowania. Nie lepiej wiec zapobiec temu w odpowiednim, wyczuwalnym instynktownie czasie? Oczywiście nie musi tak być, ale może.
Zobacz Wandziu, uratujemy przy okazji drugą parę od monotonii i znudzenia, hehehe…
A jak się i nam oni znudzą? -To, co potem?- Następna para, plus inna Agnieszka?
Hm…zależeć to będzie od tego, w jakim okresie życia to nastąpi. Sądzę, że póki jesteśmy aktywni i spełniają się nasze oczekiwania, to, czemu by nie korzystać z tej drugiej alternatywy? Choć nie sądzę, by oni nam się znudzili, tak jak my nie znudziliśmy się sobą przez tyle lat. A Agnieszka, to nieoczekiwany, wspaniały prezent od losu i możemy się, tylko z tego cieszyć. A gdy dopadnie nas starość?… No cóż. Pozostaniemy sami ze swoimi pieszczotami, dożywając do końca naszych pięknie przeżytych dni z balastem wspomnień, bo na więcej, nas już nie będzie stać.
Taka starość mi odpowiada, moje ty nieskończone szczęście